Pociąg (ające) podróże

W zasadzie nie ma dnia, żebym nie podróżowała gdzieś pociągiem. Choć radosne ćwierkanie NON STOP obsługi kolejowej plus ćwierkanie sztucznych ptaszków z głośników (które ma zmniejszać stres i powstrzymywać samobójców przed rzucaniem się na tory) zaczyna mi już powoli działać na nerwy, to na japońskie koleje złego słowa nie mogę powiedzieć. Oprócz tego, że są na ogół perfekcyjnie punktualne, to można nimi dojechać w miejsca, gdzie wydawałoby się że nie dotarłby żaden środek lokomocji z osłem jucznym na czele. Dzisiaj udało się nam dotrzeć, i to tylko z trzema przesiadkami, do Koyasan, która leży jakieś 200 km pod Osaką. I 900 metrów npm, więc ostatni etap pokonuje się koleją linową, która wspina się pod kątem chyba z 70 stopni, co niektórym sprawia olbrzymią frajdę, innych wpędza w popłoch. Na górze ponad tysiąc lat temu pewien mnich (Kobo Daishi) założył klasztor szerząc własny odłam buddyzmu. Zdaje się buddyzmu EZOTERYCZNEGO, do którego przekonał się w Chinach, skąd wyrzucone przez niego w powietrze nasionko sosny wyrosło właśnie na górze Koya (swoją drogą ciekawe, jak wpadł na to, że to TA sosna, bo rośnie ich tam sporo). Dziś jego uczniowie wciąż medytują na miejscu czekając aż mistrz się obudzi, bo podobno Kobo Daishi nie umarł nigdy tylko wciąż medytuje. Ta historia plus pięknie utrzymane świątynie dość skutecznie przyciągają latem tłumy turystów i pielgrzymów, ale o tej porze roku jest tu pusto, mokro i zimno. Warto się jednak tutaj wybrać zimą już choćby dla samej wysokogórskiej podróży starą koleją, widoków Jizo w zaśnieżonych czapkach i szalikach i ostrzeżeń na słupach, że w okolicy grasują niedźwiedzie, których jest “so many”.

Image

Image

Image

Image

ImageImage

Image

Podróże japońskimi pociągami sprawiają wiele frajdy bez względu nawet na cel podróży. Moim ulubionym zajęciem, zwłaszcza kiedy nie mam miejsca siedzącego (a to zdarza się często, bo tłok tu bywa niemiłosierny) jest studiowanie plakatów edukacyjnych, które mają uczyć Japończyków uprzejmości wobec innych pasażerów. Moim faworytem jest komiks w odcinkach (żałuję, że nie wiem o co w nim chodzi, ale wygląda jak sequel supermeno-batmana) i plakat z zakazem m.in. spożywania wszelkiego, co przypomina udziec jagnięcy.

ImageImageImageImageImage

Nie ma też nic przyjemniejszego niż rozsiąść się w pociągu (najlepiej w shinkansenie) na fotelu z wysuwanym stoliczkiem ze swoim zestawem lunchowym bento i w co tam się człowiek jeszcze zaopatrzył przed odjazdem:

ImageImage

Ja w tę ostatnią zieloną buteleczkę (niefiltrowaną sake) i suszoną wołowinę zaopatrzyłam się w drodze powrotnej z Takayama do Kobe. Sama Takayama, położona w północnych Alpach Japońskich, (oprócz tego, że jest tam cudowna knajpa Kyoya) nie powaliła mnie na kolana, ale już pobliska wioska Shirakawago jest warta odwiedzenia, chociaż to akurat jedno z nielicznych miejsc, gdzie nie da się dojechać pociągiem i trzeba dotrzeć tam z Takayamy autobusem. Shirakawago ze swoimi krytymi strzechą 200-300- letnimi domami wygląda jak wioska Smerfów, zwłaszcza, że gdy spadnie śnieg zamieniają się w iglo. Trafiłam tam jeszcze parę dni przed pierwszymi opadami, więc zdążyłam zobaczyć domki w całości na tle ośnieżonych trzytysięczników. Gdyby nie pola ryżowe i pomarańczowe kaki, które jeszcze ostały się na drzewach, można by się poczuć zupełnie jak w Austrii.

ImageImageImageImage

Wracając natomiast do podróży pociągiem i tego, co można spotkać i zobaczyć w takowych tudzież na kolejowych stacjach to jest jeszcze jedno miejsce, które chyba z zawodowego zboczenia uwielbiam, czyli kioski i księgarnie, które można znaleźć chyba na każdym większym dworcu. Wbrew temu, co się sądzi o Japończykach, że uzależnieni od elektroniki wpatrzeni są albo w smartfona albo przesiadują w salonach z automatami do gier, to uwielbiają czytać i ilość książek i gazet w przeciętnym tutejszym dworcowym kiosku może przywrócić o zawrót głowy, chociaż trzeba przyznać, że ich zawartość, po odjęciu obrazków (zwłaszcza w przypadku mangi;) i zdjęć bywa skromna. Ścisła specjalizacja literatury i prasy jest za to imponująca. Począwszy od szczegółowych instruktaży zastosowania i funkcji najnowszych gadżetów elektronicznych po poradniki zakładania i dobierania czapek albo zdobienia zestawów lunchowych. Specjalizacja czasopism dość wyraźnie determinuje też podział ról społecznych. Poradniki dbałości o dom z wyspecjalizowanymi radami (często w postaci komiksów) kuchenno-praniowo-sprzątaniowo-wychowawczymi są sprofilowane zdecydowanie na kobiety i jest ich w kiosku zdecydowanie najwięcej. Po angielsku znalazłam tylko jedną gazetkę z bardzo krótkim komiksem i opisem hawajskiej metody rozwiązywania problemów: “Thank you, I’m sorry, Please forgive me, I love you”. Zawsze coś!

ImageImage

ImageImage

Image

Image

Image

Advertisements

One thought on “Pociąg (ające) podróże

Leave a Reply to JaponiaBlizej Cancel reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s