I did it! I did, I did! I taw a Mt. Maya!

Nieplanowane fotostory z kolejnej, mmm, nieplanowanej  wyprawy, a raczej wycieczki, gdzie tam, trekkingu, a niech tam – WSPINACZKI!! Miałam dziś wjechać 100-letnią kolejką na górę Maya, sąsiadującą z górą Rokko (tę, na którą ja codziennie z zakupami..), skąd piękne widoki miały się rozpościerać, a sama wycieczka też miała być piękna, bo kolejeczka miała sobie dostojnie sunąc, a ja wystrojona niedzielne w złotą kamizeleczkę i białe trampeczki miałam złote jesienne liście podziwiać z wysokości… No i bym pewnie i podziwiała, gdybym oczywiście wysiadła na tym przystanku co trzeba, albo chociaż dogadała się z kierowcą jak mam wrócić i gdzie wysiąść i gdzie iść, żeby kolejeczkę znaleźć. Kierowca ostatecznie kazał mi wysiąść na ostatniej stacji Japan Railway i coś tam machał rękami, że na górę tak tak, na górę, tak tak tak, i w ogóle że idź już sobie. No to poszłam na dworzec do działu, jak by nie było, informacji i się pytam jak tu na górę. Pani groźnie na mnie spojrzała, potem wymownie na zegarek, wyciąga mapę i mówi po japońsku, ale parę słów po angielsku też: tak tak, idzie na górę, 15 minut, przez tunel, potem most, potem lewo, potem prawo, potem prosto, tam wodosopady, piękne view. No to ja, ok, ale chciałam na górę, a ona no tak, to góra, góra. No dobra, to poszłam przez ten tunel, potem most, potem lewo, potem prawo, potem prosto. I był wodospad, jeden, drugi, trzeci, piękne fakt, ale z mapki którą Pani mi dała wynikało, że Mount Maya to to była, ale raczej podgórze niż góra. No to pytam jakiś ludzi, co z plecakami i w strojach, których pozazdrościliby im himalaiści, schodzili Z GÓRY, czy wiedzą, jak się można dostać na tę górę, bo tu ścieżki takie ładne, może na piechotę można? A oni się śmieją (Japończycy się śmieją, jak nie wiedzą, co powiedzieć), i że tak, tam góra jest, ale dojść to nie, późno, stromo, niebezpiecznie, długo, męcząco, nie nie nie. I że oni idą z takiej pół-góry, że tam są ładne ogrody gdzie zioła rosną, ale to trzeba rano a najlepiej autobusem z innej strony góry. No to ja dawaj moją mapkę, nie po to wstałam w niedzielę przed południem, żeby teraz tak łatwo się poddać. Na to podbiega do mnie jakiś Angol i mówi, że on na Mt Maya też chciał się dostać, ale że on tu BIEGAŁ i  jak WBIEGŁ trochę do góry, to ścieżki się rozdzielają co chwila i się zgubił, i że musiał wracać, ale potem się dowiedział, że to strasznie stromo i 5 godzin trzeba. I coś tam dalej ględzi, to ja, żeby się już od niego odczepić, biorę swoją mapkę i ruszam na górę…Hmm, spotkałam po drodze 10 osób, 9 szło W DÓŁ (Japończycy naród praktyczni, więc wjeżdżają na górę tą kolejką co ja nią miałam jechać i potem schodzą sobie miło w dół). Ta jedna jedyna co szła W GÓRĘ mówiła, że ona tak trzy dni chodzi, bo trenuje do jakiś górskich przełajów czy coś. No to ja też tym przełajem. Jedno muszę przyznać Angolowi, momentami nachylenie było takie, że w moich idealnie płaskich trampeczkach ciężko było się utrzymać, ale po 3 godzinach (nie pięciu, nie pięciu!) razem z Panią Przełajową dotarłyśmy na Mt Maya!! Już dawno nie byłam taka z siebie dumna, nawet jeśli to tylko 698,6 mnpm. A kolejeczką sobie i tak pojechałam, tylko że w dół:-D

ImageImageImageImageImageImageImageImageImageImageImage

Advertisements

2 thoughts on “I did it! I did, I did! I taw a Mt. Maya!

Leave a Reply to Harō Kiti Cancel reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s